Codziennik Australijski (11). O dogadywaniu się w związku partnerkim, miłości i przeprowadzce | Relationships, love and moving in.

Scroll down for English version.


(1) Aż trzy z moim najpiękniejszych dziewcząt się ostatnio zaręczyły i jestem bardzo dumną i szczęśliwą ciocią Felkiem! Skłoniło mnie to do różnych przemyśleń o życiu i śmierci i w piątek wieczór (po 80-cio godzinnym tygodniu pracy) traktuję S. długim wywodem na temat miłości, związków, małżeństwa, emocjonalnego komponentu naszego życia i o tym, jak to sobie rozważam te sprawy w mojej głowie. Po czym pytam:
E: To w jakim rodzaju związku my jesteśmy?
S: monogamicznym i heteroseksualnym
E: (powolne uniesienie brwi)
S: monogamicznym, heteroseksualnym i poważnym. Mogę już iść wziąć prysznic?
Kurtyna.


(2) Przeczytałam gdzieś (pewnie Paulo Coelho), że miłość to wtedy, kiedy wchodzisz do łazienki w skarpetkach i wstępujesz prosto w wodę, którą Twój partner nachlapał (i nie wytarł) biorąc prysznic i się nie wkurzasz.
Wchodzę do łazienki i widzę trochę wody na podłodze.
E: Przeczytałam gdzieś ostatnio… (i przytaczam powyższą zależność).
S: A skąd wiesz, że to moja woda? Ty też brałaś prysznic.
E: (wzdycha) No coż, widocznie nie jesteśmy jeszcze na TYM etapie związku, skoro Twoja pierwsza reakcja to targowanie się, czyja to była woda…
S: Zaraz zaraz. Jeśli chodzi o wodę, to nie biorę odpowiedzialności, za żadną kroplę o ile nie ma na niej mojego imienia. Jeśli zaś chodzi o MIŁOŚĆ, przeturlałbym się po tej mokrej podłodze w pełnym ubraniu.


(3) W końcu na swoim! Klucze do mieszkania dostaliśmy na miesiąc przed zaplanowaną datą przeprowadzki i postanowiliśmy wykorzystać ten czas min. na zdemolowanie brzydkiej meblościanki w pokoju dziennym. Meblościankom mówimy stanowcze NIE, zwłaszcza tym, które w centrum mają specjalne miejsce na telewizor. Na początku próbowaliśmy z S. poradzić sobie sami i udało nam się rozebrać znaczną część paskudztwa, jednak reszta okazała się za ciężka jak na naszą dwójkę. Zawołaliśmy więc na pomoc Zosię i Pitera, i w następny weekend wyruszyliśmy na ostateczną potyczkę z meblem.
Dotarliśmy do Vaucluse, wsiadamy do windy, a na pierwszym piętrze dosiada się do nas starsza pani, niziutka, przygarbiona, i wydawało by się, bardzo krucha. Rozgląda się dookoła i nie sposób było nie zauważyć ciepłych, acz wnikliwie spogladających oczu.
Lady: Na czwarte? To świetnie, ja też. Wprowadzacie się tutaj?
Przygląda się z uwagą całej naszej czwórce.
S: Tak, wprowadzamy.
Lady: My, znaczy kto?
Z uwagą przygląda się każdemu po kolei.
S: ekhm, MY (S. wskazuje na siebie i na mnie).
No cóż, ma przed sobą dwóch chłopców, dwie dziewczynki, a w dzisiejszych czasach to przecież nic nie wiadomo.
Starsza pani wyraźnie straciła zainteresowanie Piterem i Zosią.
Lady: Ach tak. A czy jesteście… JAKBY małżeństwem?
S: (nieco zbity z tropu): No… nie. To znaczy jeszcze nie.
Lady: Ale myślicie o tym?
S: (dzielnie) Tak, to znaczy, w przyszłości…
W końcu winda zatrzymała się na 4 piętrze, wysiadamy.
Lady: No dobrze, jestem Peggy. Mieszkam tu obok. Jeśli czegoś będziecie potrzebować, to śmiało, zapraszam. Chętnie opowiem o okolicy. Może wam zaparzyć kawy albo herbaty?
S: Bardzo miło z Pani strony, ale dziękujemy, nie trzeba.
Peggy: (przyglądając się S. z uśmiechem) Ale mogę wpaść do was jeśli będę potrzebowała otworzyć jakiś słoik?


(4) Przeprowadziliśmy się i teraz nasze życie obraca się wokół kartonów i worków. Pierwszego dnia, wnosząc pozostałości przeprowadzki z auta do mieszkania, S. znów spotkał Peggy.
P: Jesteście już po ślubie?
S: No… jeszcze nie.
P: Ale myślicie o tym?
S: Tak, to znaczy, w przyszłości…
P: Pytanie tylko, czy Ela o tym myśli?
S: … mam nadzieję?
P: Dobrze. Mogę sypać kwiatki na waszym ślubie, tylko musicie się pospieszyć. Jestem już stara, mam 84 lata, mogę niedługo umrzeć. Dobrego dnia! Wpadnijcie na herbatę!

Jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż, to wiecie kto na tym ślubie będzie sypał kwiatki w najpiękniejszej musztardowej sukience z kokardą.


(5) Rozpakowujemy się. Szafę mamy wiekszą, ale jakoś tak nie umiemy się w niej ulokować (rzeczy rowerowe dostały swój własny pokój i to miało nam ułatwić życie).
s: Jak bardzo jesteś przywiązana do koncepcji, że twoje rzeczy są po jednej stronie a moje po drugiej?
e: Ale, że co proponujesz?
s: No bo możemy te szuflady dać tu, a te wieszaki tam… tyle, że nasze garderoby będą wymieszane, bez jasnego podziału.
e: (myśli)
s: Tak tylko zaproponowałem, ja wiem, że wy Polacy jesteście wrażliwi na punkcie naruszania waszych granic…
e: (unosi brwi bardzo, bardzo powoli)


Co do miejsca, w którym zamieszkaliśmy, to należałoby wspomnieć [tu moment dla architektów], że jest to mieszkaniówka galeriowa, 100% mieszkań przewietrzanych, autorstwa Harry’ego Seidlera, konstrukcja betonowa, powoli zjadana przez sól, ale jak wiadomo, w warunkach przybrzeżnych — sól zjada wszystko [koniec momentu dla architektów]. Skoro już wspomniałam o lokalizacji, budynek stoi na klifie, za oknem widać tylko bezmiar oceanu, pod balkonem przebiegają trasy migracyjne wielorybów, a wieczorami dobiega nas nikłe, pulsujące światło latarni morskiej za północym wzgórzem.

Mam więc zamiar zalać Snapa, historie na Instagramie, a może i nawet Fejsa zdjęciami z balkonu, aż mnie wszyscy znienawidzą. Ale zanim tak się stanie, za parę tygodni pokój dla gości będzie pomalowany i wysprzątany, więc zapraszamy!


Z reguły nie tłumaczę dialogów i przytaczam je po angielsku, by uniknąć pre — interpretacji. Jest to też prostszy i szczerszy sposób przedstawienia sytuacji, jako, że mieszkając w Australii, wydarzenia dzieją się “po angielsku”. Tak też było w roboczej wersji tekstu, ale okazał się on przydługi i pomieszanie języków brzmiało kompletnie bez sensu. 

(1) 3 of my dearest girlfriends just got engaged, Which made me thinking about life and stuff and on Friday night I’m telling S. about things running through my head. Finally asking:
E: So, what kind of relationship we are in?
S: Monogamist and heterosexual.
E: (raising eyebrows)
S: Monogamist, heterosexual and serious. Can I go for shower now?

(2) E: I’ve read somewhere that love is when go to the bathroom in fresh socks and step straight into the water on the floor left by your partner, who just had shower and you don’t get angry.
S: How do you know it’s my water? You had shower too.
E: (sigh) That shows, we are not on THAT level of relationship yet, as the first thing you do, is arguing whose water that might be…
S: Hold on. If it comes to that water, I’m taking no responsibility for a single drop unless it has my name on it. But if we are talking LOVE, I would roll around that wet bathroom floor fully clothed.

(3) Going to the new apartment to dismantle ugly cabinet. Two heavy for two of us, so we asked Piter and Zosia for some help.
Lady: Going on 4th? Excellent, me too. Are you moving in?
Looking at each one of us.
S: Yes, we are.
Lady: We, that means who?
S: ekhm, WE (points me and himself).
Well, two boys, two girls, nowadays, you never know…
She obviously lost interest in Piter and Zosia now.
Lady: I see. Are you… SORT OF married?
S: (slightly confused): Well, no. I meant, not yet.
Lady: Are you thinking about it?
S: (being brave) Yes, I mean, in the future…
Finally, we reached 4th floor.
Lady: Anyway, I’m Peggy, I live just here (pointing the door next to us). If you need anything, feel free to come pass. I can tell you about the neighbourhood and the area. Would you like coffee or tea?
S: Very nice of you, thank you.
Peggy: (with a big smile) may I come if I need some jars to be open?

(4) S. meets Peggy again.
P: Are you married yet?
S: Well.. not yet.
P: But are you thinking about it?
S: Yes, I mean, in the future.
P: The question is: is Ela thinking about it?
S: … I hope so?
P: Good. I can be a flower girl at your wedding, but you need to hurry up. I’m old, I’m 84 years old, I may die soon. Have a nice day! Come for a cup of tea some time!

(5) We have moved in. Now, trying to organise wardrobes (cycling stuff got their own room and that supposed to make our life easier).
s: How much are you bound with the concept of your things on one side, and mine on the other?
e: What do you mean?
s: Well, we could move this shelves here, and those hanger there and it would fit better, just it means that our clothes will be mixed with no clear boundaries.
e: (thinking)
s: Just a proposition, I know you Polish are sensitive about invading your borders.
e: (raining eyebrows very very slowly)

2 thoughts on “Codziennik Australijski (11). O dogadywaniu się w związku partnerkim, miłości i przeprowadzce | Relationships, love and moving in.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s