kolorowy basen

Udział biorą: Pływające Krasnale, Chłopiec, felo.

Niedziela. Po kilkudniowej walce z zakwasami (po-rehabilitacyjnymi oraz po-treningowymi), w sobotę zaczęłam wysuwać się na prowadzenie w tej wojnie i pełna nadziei na rychłe całkowite zwycięstwo wymyśliłam, że basen dobrze mi zrobi. Jak każdy genialny pomysł, tak i ten, napotkał wielu wrogów, którym musiał stawić czoło: padający deszcz, ogień w kominku, pachnąca mate, książki…
Jednak nic to, o godzinie 13.45 byłam już na pływalni. Godzina jest tu istotna, z tego powodu, że o tej porze można na basenie spotkać… tłumy małych krasnali w kolorowych czepeczkach z kolorowymi rękawkami, deseczkami i innymi kolorowymi miniaturowymi atrybutami „małego pływaka”. Nie zmartwiło mnie to, bo na szczęście miałam tor dla siebie, a te kolorowe kijanki nie przeszkadzały w pływaniu (czego nie można powiedzieć o dumnych rodzicach kibicujących z ławek, pstrykających zdjęcia i zachowujących się nieprzyzwoicie głośno… ). Po godzinie pływania, w wyśmienitym nastroju, czułym okiem spoglądając na dzieciaki wyskakujące z brodzika, udałam się pod prysznic (damski – pragnę zaznaczyć) i natknęłam się na tatusia pomagającego wykąpać się jednej z małych pływaczek. Rozczuliło mnie to jeszcze bardziej i  mój umysł wypełniła błoga wizja przyszłego świata, jako cudownej komuny, pełnej integracji i wzajemnej pomocy. Trzeba wam wiedzieć, że na basenie przy Racławickiej układ szatni jest taki, że sekcje damskie i męskie są w oddzielnych skrzydłach budynku, więc nie ma żadnej możliwości by drogi pań i panów się skrzyżowały na trasie wyjście z basenu- natryski – suszarki – przebieralnie. Tak więc wyobraźcie sobie moje zdumienie, kiedy w korytarzu prowadzącym do szafek zobaczyłam idące przede mną małe kąpielówki. Właścicielem owych okazał się chłopiec, na oko lat pięciu, który, otwierając drzwi do damskiej szatni, zauważył mnie tuz za sobą. Odsunął się więc otwierając drzwi jeszcze szczerzej i z czarującym uśmiechem powiedział „proszę”, przepuszczając mnie do „mojej” szatni, po czym wszedł za mną.
Jaki z morał płynie z tej historii? Mężczyźni nie są z gruntu źli i podli z natury, w co wiele współczesnych kobiet pragnie wierzyć, a co za tym idzie, wmawiać sobie i innym.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s